Ciekawe miejsca
płyny technologiczne

Nawigacja

płyny technologiczne

płyny technologiczne

płyny technologiczne -

tonem, jakim zawsze zwracała się do Baraka. - To niepotrzebne. Merel. - Nie chciałabym zaniedbać swego obowiązku. - Daj spokój, Merel. Pokazałaś, co chciałaś. - Czy zatem pan mój zezwoli, bym się oddaliła? - Zezwoli - odparł krótko. - Może wasze wysokości zechcą udać się ze mną - rzekła królowa Islena. - Spróbujemy wywróżyć rezultat łowów. Porenn, stojąca za plecami królowej Chereku, z rezygnacją wzniosła oczy w górę. Silar uśmiechnęła się tylko. - Idźmy więc - powiedział Barak. - Dziki czekają. - I pewnie ostrzą już kły - dodał Silk. Poszli razem do czerwonych drzwi zbrojowni, gdzie czekał już posiwiały mężczyzna

o niewiarygodnie szerokich barach, ubrany w kubrak z wołowej skóry, na którym naszyto metalowe płytki. - Torvik - przedstawił go Barak. - Wielki łowczy Anhega. Zna z imienia każdego dzika w puszczy. - Lord Barak jest nadto uprzejmy - skłonił się Torvik. - Jak się poluje na dziki, przyjacielu? - spytał grzecznie Durnik. - Nigdy jeszcze tego nie próbowałem. - Prosta sprawa. Zabieram moich łowczych do puszczy, gdzie hałasem i krzykami pędzimy przed sobą bestie. Ty i pozostali myśliwi czekacie z tym - wskazał stojak pełen mocnych włóczni o szerokich ostrzach. - Kiedy dzik cię

zobaczy, atakuje próbując przebić swymi kłami. Ale zamiast tego, ty przebijasz go włócznią. - Rozumiem - stwierdził niezbyt pewnym głosem Durnik. - Nie wydaje się to szczególnie skomplikowane. - Nosimy kolczugi, Durniku - dodał Barak. - Nasi łowcy rzadko kiedy doznają poważniejszych obrażeń. - ,,Rzadko kiedy" ma jakieś nieprzyjemne brzmienie, sugerujące możliwość takiego przypadku - Silk przesuwał w palcach kolczugę, zawieszoną na haku przy drzwiach. - Żadna rozrywka nie dostarczy właściwej emocji, jeśli nie zawiera elementu ryzyka - Barak wzruszył ramionami i zważył w ręku włócznie. - A myślałeś kiedy o grze w kości? - Ale płyny

technologiczne nie twoimi kośćmi, przyjacielu. Zaczęli naciągać kolczugi, gdy tymczasem myśliwi Torvika wynosili całe naręcza włóczni do sań. czekających na zaśnieżonym pałacowym dziedzińcu. Garion stwierdził, że kolczuga jest ciężka i bardziej niż trochę niewygodna. Stalowe kółka uciskały skórę nawet przez ciężka, zimową odzież. Za każdym razem, gdy próbował zmienić pozycję, by zmniejszyć nacisk jednej ich partii, natychmiast kąsało go pół tuzina innych. Kiedy wspinał się na sanie, miał wrażenie, że zrobiło się bardzo zimno i futra ledwie chronią przed mrozem. Przemknęli wąskimi, krętymi uliczkami Val Alom w stronę wielkiej, zachodniej bramy, po przeciwnej niż

port stronie miasta. W lodowatym powietrzu z końskich pysków unosiły się kłęby pary. Obszarpana, ślepa starucha ze świątyni wyszła z cienia i stanęła przed nimi. - Bądź pozdrowiony, lordzie Baraku - zakrakała. - Twoja Zguba się zbliża. Poznasz jej smak. nim jeszcze słońce dzisiejszego dnia odnajdzie drogę do swego łoża. Barak bez słowa uniósł się w saniach, chwycił włócznię i ze śmiertelną dokładnością cisnął prosto w staruchę. Z zadziwiającą szybkością wiedźma uniosła laskę i odbiła włócznie w locie. - Nic nie zyskasz, próbując zabić starą Martje - zaśmiała się pogardliwie. - Nie odnajdzie jej twoja włócznia

ni miecz twój. Idź już, lordzie Baraku. Twoja Zguba czeka. Po czym zwróciła się w stronę sań. gdzie obok zdumionego Durnika siedział Garion. - Bądź pozdrowiony, królu królów - zakrzyknęła. - Wielkie spotkasz tego dnia niebezpieczeństwo, ale przeżyjesz je. I to niebezpieczeństwo odsłoni znak bestii, która jest Zgubą druha twego. Baraka. Skłoniła się i odbiegła skulona, nim Barak zdążył sięgnąć po drugą włócznię. - O co jej chodziło, Garionie? - spytał Durnik, nadal szeroko otwierając zdziwione oczy. - Barak twierdzi, że to stara, ślepa wariatka - odparł Garion. - Zatrzymała nas. kiedy przybyliśmy do Val

-

Nawigacja